19 listopada nasza lokalna polska spolecznosc zostala zaproszona do remizy strazackiej w Canterbury. Rodacy zjawili sie licznie, calymi rodzinami, bowiem impreza ta miala w zalozeniu atrakcje w postaci dokladnego obejrzenia remizy i sprzetu strazackiego, wlaczajac w to mozliwosc dokladnego zbadania wozu strazackiego. Dla doroslych wizyta ta miala byc rowniez okazja do poszerzenia
wiedzy na temat zapobiegania pozarom w domach, zwlaszcza podczas gotowania, przypomnienia sobie podstawowych przepisow przeciwpozarowych i upewnienia sie co robic, gdyby, nie daj Boze, zdarzylo nam sie podpalic dom w czasie smazenia frytek:)
Wizyta zostala zorganizowana przez Polish Educational Club in Kent (PECK) we wspolpracy z przedstawicielami lokalnej strazy pozarnej, panem Kangiem, Mickiem Smithem i fascynujacym Skandynawem, Royem Aanstadem, mowiacym plynnie po polsku.
Na poczatku wizyty obejrzelismy demonstracje pozaru wywolanego smazeniem frytek, zintensyfikowanego proba gaszenia pozaru woda. Byc moze sa jeszcze ludzie, ktorzy probuja woda gasic palacy sie tluszcz, mam nadzieje ze nie. Tak czy inaczej z zainteresowaniem ogladalismy demonstracje i sprawne dzialania strazakow.
Nastepnie przenieslismy sie do hangaru, gdzie staly dwa ogromne wozy strazackie, przedmioty wielkiego zainteresowania sporej grupki naszych dzieci. Dzieciaki wchodzily i wychodzily z wozu, ogladajac i dotykajac sprzetu i umundurowania strazackiego, a strazacy chetnie odpowiadali na ich niezliczone pytania.
Najbardziej ekscytujacym momentem byl jednak prawdziwy alarm przeciwpozarowy podczas naszej wizyty. Zostalismy pouczeni co robic, gdy uslyszymy krotki sygnal dzwiekowy. Gdy wiec to nastapilo, cala nasza grupka przesunela sie w strone sciany garazu, aby zrobic miejsce strazakom. Strazacy w blyskawicznym tempie wskoczyli w swoje stroje, nacisneli guzik otwierajacy drzwi i hamujacy ruch uliczny na Upper Bridge (pomogl im w tym Adrian), i juz ich nie bylo! Mozecie byc spokojni, ze w razie potrzeby, szybko dojada tam gdzie beda potrzebni!
Nastepnie zademonstrowano nam jak dziala syrena alarmowa. Mozecie byc pewni, ze z bliskiej odleglosci jest ona jeszcze glosniejsza niz slychac ja na ulicy. Wiadomo, musi byc dobrze slyszalna z daleka, zeby utorowac sobie droge. Cale szczescie, ze wnetrze wozu jest dobrze izolowane, bo obawialibysmy sie o sluch naszych strazakow.
Na koniec wizyty zostalismy poczestowani kawa i herbata, i moglismy porozmawiac z cala ekipa strazacka. Bylo super. Roy obiecal nam, ze latem zrobimy sobie wspolna impreze na Dzien Dziecka i nie mozemy sie juz doczekac. Dziekujemy bardzo calej ekipie z remizy w Canterbury za wspaniale popoludnie!